ręce tonącego
Uncategorized

Tonę

Mam wrażenie, że “Tonę”. Tonę na płaszczyźnie duchowej. Tonę w myślach, które niekoniecznie są dobre. Tonę w beznadziei. Tonę w grzechach. Tonę w pustce i samotności. Wyciągam rękę i nie mam pewności, że ktokolwiek ją pochwyci. Czy zostanie ona zauważona? Czy będzie na tyle ważna w gąszczu innych rąk, aby ktoś chwycił właśnie tą?

Panie, gdy tonę, ty ocal mnie.
Wierzę Ci,
Ufam, że
Krwią zapłaciłeś, bym twoim był.
Oto więc, jestem Twym.

Jakub Blycharz

Zaczął się Wielki Tydzień. Chciałabym tryskać optymizmem, mówić tu o tym, że już niedługo Pan Zmartwychwstanie. Ale nie umiem mówić tego szczerze.
Wiem, POWINNAM tutaj mówić tylko o tych lukrowanych emocjach i uniesieniach na modlitwie. Ale nie będę mówić o tym, co wydaje mi się, że powinnam, chcę być szczera.

Tegoroczny Wielki Post jest dla mnie wyjątkowo trudny. Po wielu niepowodzeniach wcześniej uznałam, że od Środy Popielcowej zacznę wszystko na nowo. Stanę się śnieżnobiała, nieskazitelna wpatrzona tylko w Boga. Jednym Słowem gotowa samą siebie wynieść na ołtarze (mogłaby mi w tym przeszkadzać zbytnia pycha, ale to pomińmy milczeniem). Postanowienia duchowe spadły wraz z pierwszymi dniami Wielkiego Postu. A te, które miały dotyczyć odpowiedniej porcji ruchu i troski o ciało, zniknęły na początku dni wolnych od szkoły.

Obecna sytuacja pokazała mi jak wiele wymówek, którymi raczę się na co dzień, jest bezsensowna i nie ma pokrycia w rzeczywistości.
“Brakuje mi czasu na modlitwę”- no to teraz stanowczo go nie brak…
“Jestem zbyt słaba”- w ostatnim czasie siedząc w domu, chyba trochę spokojniejsza i silniejsza…
“Nie, to na pewno nie jest tak, że dążę do zbytniej samotności”- na to wolałabym spuścić kurtynę milczenia i być może pozwolić sobie na ciche, acz siarczyste przekleństwo… A zamiast zaprzeczania spróbować zrozumieć skąd u mnie ten mechanizm.

Jest Wielki Poniedziałek. Nie jestem w stanie łaski. Nie jestem gotowa na święta. Nawet nie mogę pochwalić się umytymi oknami, a co dopiero czystym sercem. Jestem jednym wielkim znakiem zapytania, a może raczej wykrzyknikiem? Powinien powstać znak, który byłby połączeniem ich obu.
To portret mnie. Niepewność i złość. Choć byłoby to zbytnim uproszczeniem. Wszak jest we mnie też strach, smutek, pragnienie bliskości, tęsknota, skrucha, nadzieja, a czasem i radość. Bo taka jestem. Jestem całością, ciałem i duszą, mózgiem i sercem, świątynią Boga i osobnikiem tak często brnącym w grzech. Sama czasem zadziwiam się jak wiele się we mnie mieści. A wiem też, że wiele pozostało nieodkrytego.

Panie, gdy tonę, ty ocal mnie.
Wierzę Ci,
Ufam, że
Krwią zapłaciłeś, bym twoim był.
Oto więc, jestem Twym.

Jakub Blycharz

Czy jest jakaś nadzieja? Czy ten wpis ma jakikolwiek sens poza przelaniem części myśli na “papier”? Jest. Pan Zmartwychwstanie POMIMO. On Zmartwychwstanie pomimo braku umytych okien, nie będzie patrzył na kurze, ani na zakamarki szafy. Pokona śmierć nawet wtedy, gdy nie będę idealna. On przyjdzie pomimo zamkniętych drzwi, gdy odkryje w sercu, choć odrobinę pragnienia i tęsknoty. To On jest sprawcą wszelkiego działania i chcenia. I nie zostawi Swoich owiec samotnych, poniżonych i tonących.

Pytanie tylko, czy gdy On chwyci moją dłoń, będę w stanie podnieść moją twarz, spojrzeć Mu w oczy i powiedzieć:
“Dziękuję Tato, wiedziałam, że mnie nie zostawisz.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *