Uncategorized

„Bakhita” Véronique Olmi

Z czym Wam się kojarzy kultura francuska? Może z hagiograficzną powieścią o świętej zakonnicy, która żyła na przełomie XIX i XX wieku? Mnie też nie, ale dzięki Véronique Olmi i jej książce pt. „Bakhita” wydanej właśnie w Wydawnictwie Literackim można porzucić stereotypy.

To nie jest jakaś tam książka wydana i zaraz zapomniana nad Sekwaną. Jej nakład przekroczył 100 tysięcy egzemplarzy, co zaskutkowało zajęciem drugiego miejsca w finale Nagrody Goncourta. To wyróżnienie dla najlepszej prozatorskiej książki francuskojęzycznej, które jest przyznawane od ponad stu lat.
Ale wróćmy do „Bakhity”. W tytule ukrywa się imię głównej bohaterki. Właściwie jedno z imion. Jej życie ma kilka faz i w każdej z nich otrzymuje nowe imię. To akurat oznacza Szczęściarę, choć przez większą część książki trudno w to uwierzyć. Jest to historia Afrykanki, która jako sześciolatka została porwana i sprzedana do niewoli. To co się dzieje potem jest oczywiście piekłem na ziemi. Nie chcę opisywać tego w kilku zdaniach, bo zbanalizuje to przeżycia Bakhity. Dziewczynie w końcu się udaje, zostaje uratowana, otrzymuje wolność. Wolność w Europie. Wszyscy mają ją za dziką, a ona się temu dziwi, bo dla niej ludzie wszędzie są tacy sami. Tak samo dobrzy i tak samo źli. Rządzą nimi te same mechanizmy. Bohaterka: „widzi, jak ze strachu rodzi się gniew, a z rozpaczy nienawiść”. To prawda, europejskie tortury są inne. Nikt tu nie bije batem, nikt nie okalecza, a ran nie zasypuje solą, ale czy Europejczycy są bardziej cywilizowani niż Afrykańczycy? Przyszła święta nie jest tego pewna.

DSC08080
„Bakhita” nie jest biografią w ścisłym znaczeniu. Faktów jest tam wiele, ale są one opowiedziane piękną fabułą. Taką, którą wciąga i zatrzymuje. Rozdziały są bardzo krótkie. Nie ma jednak co liczyć, że po kilku stronach będzie można odłożyć tę książkę. Bardzo szybko można się za to zaprzyjaźnić z tą bohaterką. Najpierw będzie to przyjaźń oparta na współczuciu. Momentalnie jednak uczucie to przejdzie w prawdziwy podziw. Czytelnik cały czas będzie kibicował różnym jej przedsięwzięciom i – choć nie zawsze wybrałby to, co ona – przyjmował wszystko z wyrozumiałością. Zrozumienie może nie nadejść od razu, ale przyjdzie na pewno. Ostatnie strony wiele wyjaśniają. Trzeba tylko na nie spojrzeć z perspektywy całego życia tej zakonnicy.
Zdradzę zakończenie, bo zdradza je już okładka, Bakhita zostanie świętą. Pytanie jednak dlaczego? Nie była męczennicą, mimo okropnych lat niewoli. Nie była dziewicą, oddaną od dziecka Panu Bogu. Zasłużyła sobie na to poprzez swoje wybory, sposób patrzenia na świat, jej „teologię”. Tę ostatnią rozumiana jako metodę kontaktu z Bogiem i pokazywania Go innym. Wolno czytała, miałem problem z wysławianiem się, a żyła Ewangelią tak silnie i prawdziwie, że sam papież chciał ją poznać. My też powinniśmy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *